Serwis informacyjny Wspólnoty Maryi Oblubienicy na Pustyni
COMMUNIO BEATAE MARIAE VIRGINIS SPONSAE in DESERTO (CSD)
Strona głównaGaleria obrazówOremusDzieła wspólnotyKsięga gościKsięga intencjiForumKontaktWiadomości
Informacje wspólnotowe
Katolik
Opoka
Gość Niedzielny
Towarz.Św.Pawła
Baner Wspólnoty do pobrania
Wiadomości

Dźwięki pustyni codzienności

SPOTKANIA COTYGODNIOWE: 

Wtorek g.19.30
Integracja
Nieszpory
Lectio Divina
Dzielenie się Słowem Bożym
Formacja

EUCHARYSTIA wspólnotowa
Co miesiąc

CZAS PUSTYNI
Co dwa miesiące

REKOLEKCJE PUSTYNI
w okresie wakacyjnym

Za wiedzą i zgodą Księdza, Proboszcza miejsca, 
spotkania cotygodniowe odbywają się w domach rodzinnych członków wspólnoty:

w Pszczynie, przy ul. Bielska 49
w ... 
(informacje będą uzupełniane)


 
 

Audycje Radia 
Watykańskiego

 

Dziennik w całości

Audycje cykliczne

 






 
 
 
 
 

 

 




Kto w Kościele jest kapłanem

 

z ks. dr. Grzegorzem Strzelczykiem, teologiem,
rozmawia Sławomir Rusin

 

Rzadko patrzymy na Chrystusa jako kapłana, tymczasem jest w Biblii księga, która mówi prawie wyłącznie o tym List do Hebrajczyków. To chyba dobry punkt wyjścia do rozmowy o kapłaństwie Chrystusa.

Dobry i niedobry zarazem.

 

Dlaczego niedobry?

Ponieważ List do Hebrajczyków wychodzi od wizji kapłaństwa związanej ze Starym Testamentem. W nim kapłan pośredniczył w składaniu ofiar i na tym zasadniczo wyczerpywały się jego funkcje. Chrystologia Listu do Hebrajczyków eksponuje zatem bardzo mocno tylko ten jeden z elementów Chrystusowego kapłaństwa, słabiej podkreślając inne aspekty działania Jezusa. W chrześcijaństwie jest pewien problem z przejściem między rozumieniem kapłaństwa w Starym Testamencie i Nowym. Posługa Nowego Przymierza jest zdecydowanie mniej rytualna; składanie ofiary nie jest główną funkcją biskupów i prezbiterów. Pojawił się jednak moment w historii Kościoła, kiedy wydawało się, że tak właśnie jest. Istnieli wtedy kapłani altaryści, którzy mieli beneficjum tylko po to, by odprawiać Mszę świętą, nie mieli przez to żadnej odpowiedzialności pasterskiej.

 

Dlaczego tak się stało?

Było to, po pierwsze, związane z pojawieniem się w księgach pokutnych tzw. tabel konwersji pokut. Na końcu takiej księgi znajdowała się tabelka, w której można było np. zastąpić jakąś praktykę pokutną wykupieniem u prezbitera pewnej liczby Mszy świętych. Po drugie, łączyło się to z ofiarowywaniem Mszy za zmarłych. Osoba zamożna dawała przykładowo wieś na utrzymanie księdza, by ten odprawiał Msze Św. za zmarłych z jej rodziny. Jaki był tego efekt? Spora część prezbiterów zajmowała się tylko i wyłącznie ołtarzem, a wierni mieli mylne wyobrażenie, że do tego sprowadza się posługa kapłana. Tymczasem funkcja prezbitera, czyli „starszego", nie wiąże się wyłącznie z kultycznym wymiarem.

 

Z czym więcej?

Z gromadzeniem wiernych i głoszeniem Dobrej Nowiny. Co robi Chrystus na początku swej działalności? Zbiera wokół siebie uczniów i buduje wspólnotę, co jak wiemy wcale nie było takie proste. Apostołowie mieli zarówno różne charaktery, jak i różne wizje teologiczne (np. zelotyzm). Jezusowi jednak się udało i właśnie dlatego jesteśmy dziś Kościołem. Oczywiście do pełni naszego uczestnictwa prowadziły śmierć, zmartwychwstanie Chrystusa i zesłanie Ducha Świętego, ale początek, niejako punkt wyjścia, stanowiło zebranie konkretnych ludzi. Tym, wokół czego Kościół się organizuje, jest obecność Jezusa. Ciekawe, że Ewangelie właściwie nie dają żadnego wyjaśnienia, dlaczego uczniowie poszli za Jezusem.

 

To prawda...

Przypomina to wręcz posłużę się przykładem z fizyki sytuację, w której ciało o pewnej masie przyciąga inne na zasadzie siły grawitacji. Intensywność doświadczania Boga wokół Jezusa była tak wielka, że wręcz trudno było się temu oprzeć. Czynnikiem, który scala uczniów, jest najprawdopodobniej działanie Boga w Jezusie po prostu. I tu dochodzimy do czegoś bardzo ważnego: prowadzenie ludzi do Boga owocuje jednością między nimi. Im bliżej jesteśmy Boga, tym bliżej jesteśmy siebie nawzajem. Dzięki Chrystusowi Kapłanowi odnajdujemy się jako chrześcijanie w jednym miejscu, w jednym Ojcu. Jest to możliwe również dlatego, że zostały nam odpuszczone grzechy. Gromadzenie wspólnoty dokonuje się bowiem zarówno przez głoszenie Dobrej Nowiny o pojednaniu, jak i przez dokonanie tego pojednania. Paradoksalnie jednak przebaczenie głoszone przez Jezusa jest tym elementem Jego nauczania, który bardzo trudno nam przyjąć.

 

Dlaczego?

Bo mamy problem, z uwierzeniem, że Bóg naprawdę chce nam przebaczyć. Ewangelia mówi niejako: „Cokolwiek byście zrobili i cokolwiek by wam zrobili, to waszym zadaniem jest pojednanie". Pojednanie między nami Jezus wyraźnie wiąże z przebaczeniem, które zostało nam dane. Przypomnijmy sobie przypowieść o nielitościwym dłużniku. Król daruje słudze dziesięć tysięcy talentów, ale ten nie chce podarować swojemu dłużnikowi stu denarów. Kiedy dowiaduje się o tym władca, wzywa sługę i mówi do niego: Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś się ulitować nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? (Mt 18.32n). Bóg wychodzi do nas z przebaczeniem, Chrystus je ogłasza i przynosi przez swoją śmierć oraz zmartwychwstanie. Więc ja, któremu darmo przebaczono, powinienem mocą tego przebaczenia przebaczać dalej. Fundamentalnym zadaniem chrześcijaństwa jest jednanie: Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania (2 Kor 5,18n).

 

Podobnie jak w Ojcze nasz: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".

To bardzo niebezpieczna modlitwa, bo pojawia się w niej warunek. Czasem powinniśmy się mocno zastanowić, o co tak naprawdę Boga prosimy.

 

Jako chrześcijanie mamy udział w kapłaństwie Chrystusa? Co to dla nas znaczy?

Kapłaństwo w ścisłym sensie, czyli takie, które składa materialne ofiary, skończyło się wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa, nowe rozszerza się na wszystkich chrześcijan. Kult w duchu i prawdzie jest sprawowany przez każdego z nas osobiście. Oznacza to, że wszystko w naszym życiu ma znaczenie kultyczne. Każdy akt, w którym oddaję moje życie za i dla innych, jest aktem świętym, sakralnym, kapłańskim. Jedynym pośrednikiem między nami a Bogiem jest jednak Chrystus. Nie ma innego. W związku z tym nie ma już kapłaństwa pośredniczącego.

 

Kapłaństwo służebne nie pełni takiej funkcji?

Często wydaje się nam, że istnieje pewna hierarchia kapłaństwa czyli najpierw jest kapłaństwo Chrystusa, potem pośredniczące kapłaństwo prezbiterów, a na końcu powszechne Ludu Bożego. To na swój sposób byłoby dla wiernych bardzo wygodne, bo czyni z księży specjalistów od kontaktów z Bogiem i daje pewną kontrolę nad zbawieniem; pozwala pomyśleć: „Dałem przecież ofiarę na Mszę". Jeżeli tak bardzo zależy nam na stworzeniu jakiejś hierarchii, to wygląda ona następująco: na szczycie jest kapłaństwo Chrystusa, a potem, z chrztu wynikające, kapłaństwo powszechne. W nim niektórzy są w szczególny sposób powołani do tego, by mu służyć, ale pozostając w jego środku - oni przyjmują sakrament święceń. Jan Paweł II w adhortacji o formacji duchownych Pastores Dabo Vobis pisze jasno, że kapłaństwo sakramentalne prezbiterów zostało ustanowione na służbę powszechnemu. Jako osoba po święceniach jestem od tego, żeby od rana do wieczora biegać za wami i starać się, żebyście w tym Kościele zostali, żebyście odkryli, że to miejsce dla Was. Więcej, mam być niczym Chrystus gotowy oddać za was swoje życie.

 

Ksiądz nie jest bardziej kapłanem niż tzw. świecki?

Kapłaństwo służebne różni się od powszechnego istotą, a nie stopniem. Tak mówi Sobór Watykański II. Różnica jest związana przede wszystkim z sakramentalnością. Na mocy sakramentu święceń moje kapłaństwo jest jakby podwojone. Jedno jest chrzcielne i jest związane bardziej z moim zbawieniem, a drugie służebne i jest związane bardziej z waszym zbawieniem. Czy ja jestem bardziej kapłanem? Mogę się z tym zgodzić, jeżeli decyduje o tym przyjęcie sakramentów. Nie mogę jednak przystać na stwierdzenie, że jako świeccy nie jesteście kapłanami w pełni. Jesteście.

 

Wobec tego co my, świeccy, jako kapłani powinniśmy robić?

Chrystus złożył jedyną skuteczną ofiarę raz na zawsze i my, na mocy chrztu, w niej uczestniczymy. Mógłbym pościć przez milion dni, a moja ofiara nie miałaby żadnej zbawczej skuteczności, gdyby nie ofiara Chrystusa. Także ofiara, którą sprawują kapłani na mocy święceń, nie mogłaby być złożona - nie miałaby żadnej mocy bez ofiary Chrystusa. Kiedy sprawujemy Eucharystię, nie wydarza się właściwie nic nowego. Raczej jedyna Ofiara Jezusa Chrystusa się uobecnia i my się wraz z tą ofiarą już złożoną i skuteczną, teraz oddajemy Bogu. Przeakcentowaliśmy naszą aktywną rolę, stąd czasem na kazaniach takie heretyckie sformułowania, jak: „dziś składamy ponownie tę Najświętszą Ofiarę". Podczas Mszy w żaden sposób nie powtarza się ofiary, bo ona jest jedna, ani my sami jej nie składamy. Położenie akcentu na to, że to my składamy ofiarę, wynika z przekonania, że aby zbawienie się dokonało, my musimy coś zrobić. Najtrudniej jest nam się pogodzić z jego darmowością. Chętnie zgodzilibyśmy się na wszystkie inne wersje zbawienia, w których trzeba coś konkretnego zrobić. To jest paradygmat Naamana. Ten trędowaty dowódca wojsk syryjskich nie chciał przystać na słowa Elizeusza, że jedyne, co ma zrobić, aby wyzdrowieć, to obmyć się w Jordanie. Zakładał, że musi zrobić jakieś straszne czary, podjąć jakiś niesamowity wysiłek. Jest w nas wiele pozostałości myślenia magicznego z czasów, kiedy biegaliśmy po lasach i baliśmy się burzy. Zarżniemy zwierzę, rozlejemy krew, zatańczymy, to w nas piorun nie uderzy. A jak zarżniemy drugie, to piorun uderzy w wioskę sąsiadów". Tymczasem jako chrześcijanie stajemy wobec daru, uczestniczymy w zwycięstwie Chrystusa, które stało się dla nas sakramentalnie obecne. Co mamy zrobić? Nawrócić się i uwierzyć. Nic więcej. Ale to jest właśnie niełatwe.

 

Ojciec J.A. Kłoczowski OP mówił kiedyś, że Tertulian mylił się, twierdząc, że „dusza ludzka jest z natury chrześcijańska", tak na prawdę „dusza ludzka jest z natury religijna".

Obawiam się, że O. Jan Kłoczowski ma rację. Liturgia i posługa kapłańska są straszliwie narażone na magiczne myślenie. Często ludzie zamawiają Msze właśnie dlatego, że według nich to najbardziej skuteczne czary, jakie posiadamy, choć na pewno nie użyją tych słów. Takiemu myśleniu sprzyja obwarowanie Mszy mnóstwem rubryk  może się wydawać, że jest jak z zaklęciami: skuteczność zależy od precyzyjnego powtarzania. Jestem przekonany, że wynika to z dobrych intencji, bo dbanie o liturgię jest czymś naprawdę ważnym, przecież nie mamy nic cenniejszego niż Ciało i Krew Chrystusa. Można sobie jednak wyobrazić kogoś, kto tak dba o swoje wypucowane mieszkanie, w którym każda rzecz ma swoje miejsce, że nikogo do niego nie wpuszcza. Każdy gość jest potencjalnym „burzycielem”. Kiedy wpuszczamy wszystkich, to jeden śmierdzi, drugi ziewa, trzeci przyprowadza ze sobą dziecko, które biega. Koniec z harmonią. Mamy wybór: albo idealna liturgia, albo żywi ludzie na liturgii. W czasie dużych średniowiecznych zgromadzeń liturgicznych, w których uczestniczył prosty lud, a w wersji średniowiecznej to był naprawdę prosty lud, posadzkę kościoła wysypywano piachem albo trocinami. Po co? Wielkie liturgie trwały kilka godzin, a nie zawsze ze środka katedry dało się w razie potrzeby wydostać na zewnątrz... Potem trociny czy piach wymiatano z kościoła i znów było czysto. Smród musiał bywać straszny, by go neutralizować montowano olbrzymie kadzielnice u sufitu kościołów w Santiago de Compostella można taką do dziś oglądać. Czy taki stan rzeczy uwłaczał godności Eucharystii? Nie. Sytuacja ta irytowała oczywiście tych, którzy stali przy ołtarzu. Stąd tendencja, żeby odgradzać przestrzeń sacrum od ludu.

 

Kapłan to przecież ten, który łączy, a nie dzieli.

Już samo rozróżnienie na przestrzeń sacrum i profanum jest nietrafione. Chrystus przełamuje ten podział. Wszystko, co nie jest grzechem, jest potencjalnym sacrum. Grzech jest profanum, bo oddziela od Boga. Mam wrażenie, że w środowiskach tradycjonalistycznych ksiądz również dziś staje się kimś,, kto przede wszystkim przewodniczy Ofierze Chrystusa... Jest to o tyle dziwne, że jeśli weźmiemy katechizm trydencki, to aspekt ofiarniczy Mszy nie jest jedynym wymienionym, pojawia się wręcz jako ostatni. Dokumenty Soboru Trydenckiego mają tylko jeden dekret o ofierze, a w sumie zajmują się Eucharystią w czterech dokumentach. Podobnie posługa kapłańska nie ogranicza się w dokumentach soborowych do aspektu ofiarniczego. Sobór Trydencki sprowadził ją tak naprawdę z powrotem „na ziemię", zbliżając do posługi Chrystusa. Przypomniał, że nie wolno kapłanom zaniedbywać głoszenia Słowa Bożego, co było szczególnie ważne w kontekście protestantyzmu, i wzmocnił wspólnototwórczą funkcję pasterzy, chociażby przez nakazanie biskupom rezydowania w diecezji. Dla wielu z nich było to szokujące. Dotąd mieszkali często poza diecezją, w swoich posiadłościach. Sobór Trydencki przygotował de facto grunt pod Sobór Watykański II, który akcent na wspólnototwórczą funkcję kapłanów położył jeszcze mocniej. W katechizmie trydenckim jest jednak fragment - moim zdaniem nieco kontrowersyjny, w którym prezbiter jest postrzegany jako pośrednik, pojawia się nawet to słowo. Trudno to pogodzić z Listem do Hebrajczyków czy z Pierwszym Listem do Tymoteusza (2,5), gdzie czytamy, że jeden jest tylko Pośrednik Bogiem i ludźmi.

 

Kapłan działa jednak In persona Christi.

Ale tylko w określonych momentach. Kiedy siedzi przed telewizorem i naciska guzik pilota, to nie robi tego in persona Christi, co innego podczas sprawowania sakramentów. W czasie konsekracji jego działanie sprzężone jest sakramentalnie z działaniem Chrystusa. W tym momencie jest dwóch działających. Główną przyczyną sprawczą tego, że Chrystus „zaistnieje" na ołtarzu, jest oczywiście Bóg, natomiast prezbiter jest przyczyną narzędziową, bez której nie ma skutku. On także musi działać, żeby skutek mógł zaistnieć. Tak samo jest przy odpuszczaniu grzechów. W obu przypadkach podczas Eucharystii i podczas spowiedzi kluczowe słowa wypowiadane są w pierwszej osobie: „To jest ciało Moje" i Ja odpuszczam tobie grzechy". Wypowiadając je jako ksiądz, mam oczywiście świadomość cytatu, niemniej dwuznaczność tego momentu wskazuje na bycie in persona Christi. Wymawiam te słowa w imieniu Chrystusa, ale jakoś i w swoim imieniu.

 

Czy głoszenie Słowa Bożego odbywa się również in persona Christi?

Do pewnego stopnia na pewno tak. Duch Święty jest zaangażowany w głoszenie na tyle, na ile pozwala Mu współpraca osoby głoszącej. Jan Paweł II pisał w Pastores Dabo Vobis, że prezbiter jest sakramentalnym uobecnieniem Jezusa Chrystusa. Uobecnia Chrystusa przez czynności sakramentalne oraz naśladowanie Jego życia. Może więc Go zarówno zakrywać, jak i odsłaniać.

 

Przywiązanie do liturgii w formie nadzwyczajnej, w której każdy gest celebransa jest dokładnie opisany i brakuje miejsca na „improwizację", może wynikać z pragnienia, żeby kapłan jak najmniej zasłaniał sobą Chrystusa...

O ile mi wiadomo, żaden mszał nie spadł z nieba, czyli jest efektem określonego czasu, określonej ludzkiej mentalności. Rubryki przecież ktoś napisał. Czytamy np. w rubryce: „kapłan rozkłada ręce". Kto ustala, jak ten gest ma wyglądać? Umówmy się, że zrobił to jakiś liturgista. Stwierdził, że rozkładamy ręce na 30 cm od tułowia. Na jakiej podstawie tak zdecydował? Objawienia prywatnego, własnej wrażliwości? Jeżeli sprawuję Eucharystię bez udziału wiernych, to ten gest jest właściwie moim prywatnym gestem. Nie ma zewnętrznego znaczenia, nie ma nikogo, kto mógłby go odczytać. Do kogo wtedy kieruję słowa: „Pan z wami"? Inaczej jest, kiedy celebruję Mszę w kościele z ołtarzem ustawionym centralnie, wokół którego zgromadzeni są ludzie. Wtedy gest „Pan z wami", żeby coś mówił, może wyglądać nieco inaczej. Kiedyś księża byli słabo wykształceni i trudno było od nich oczekiwać, że w dobrze rozumieją, co sprawują. To był jeden z powodów, dla którego po Trydencie ujednolicono liturgię łacińską a w formacji kładziono akcent na odprawianie Mszy dokładnie według przepisów. Wtedy były szanse, że to w ogóle będzie sakrament. Te czasy szczęśliwie minęły, a zatem ten rodzaj myślenia o liturgii nie musi być najważniejszy. W tym miejscu pojawia się problem swoistego pojmowania liturgii: oddawanie czci Bogu wymaga określonej sekwencji gestów i słów. Jakiekolwiek odstąpienie od niej jest naruszeniem Bożej czci. Takie myślenie sięga korzeniami do religii magicznych, o których już mówiliśmy. Chrześcijaństwo w swoim rdzeniu nigdy wewnątrz takiej koncepcji nawet wtedy, kiedy panowało szaleństwo przepisów nie tkwiło.

 

Mamy jednak kanon, który jest niezmienny?

Tak, są słowa, których nie wolno zmieniać. Co do tego nie ma wątpliwości. Wierni muszą wiedzieć, czy mają podczas Mszy do czynienia z konsekracją czy nie. Jeżeli każdy będzie używał innych słów, to stracimy pewność, czy pochodzą one od Chrystusa. Pamiętajmy jednak, że czym innym jest sakrament, a czym innym forma jego sprawowania. Sobór Trydencki mówi, że Kościół posiada władzę nad wszystkim, co nie jest istotą sakramentu. W związku z tym może tak naprawdę przepisywać mszał dowolnie. Oczywiście byłoby to dość nieroztropne, ale jeśli zaistnieje uzasadniona potrzeba, powinien to robić. Skoro duchowni są prawdopodobnie tak dobrze wykształceni jak nigdy dotąd, to czy nie mamy prawa oczekiwać od nich tego, że poradzą sobie np. z doborem modlitwy eucharystycznej, z doborem prefacji z większego zasobu, po to żeby ci, którzy uczestniczą we Mszy, jak najlepiej przeżyli istotę tego, co jest sprawowane? Chodzi o to, że jeżeli są do wyboru dwie modlitwy eucharystyczne o tajemnicy pojednania, a na Mszy zgromadziła się wspólnota wychodząca z poważnego konfliktu, to mogę użyć modlitwy, która będzie pomagać w rzeczywistym pojednaniu, a tym samym w owocniejszym przyjęciu sakramentu.

 

Czy w ten sposób liturgia nie staje się teatrem jednego aktora księdza?

A kto jest odpowiedzialny za wspólnotę? Ryt? On nie podejmuje żadnej decyzji, to prezbiter stanie przed Sądem i zda sprawę z tego, jak przewodził powierzonym mu ludziom. Nie słyszałem, żeby duchowni mieli być rozliczani przez Boga z wierności rubrykom.

 

Kiedyś jednak każde odstępstwo od rubryk było grzechem ciężkim.

Dlaczego liturgia była obwarowana tyloma grzechami? Jako ksiądz widziałem, co się czasem dzieje z Eucharystią we wspólnotach księży, gdzie sprawuje się Msze indywidualnie, bez udziału wiernych. Zrozumiałem wtedy, po co te obwarowania: żeby księża porządnie celebrowali Eucharystię. Gdyby nie strach przed grzechem, część z nas byłaby w stanie odprawić Mszę w pięć minut. To, co mówię, jest okropne, ale to prawda. Dziś na szczęście Eucharystia bez ludu nie powinna być w ogóle sprawowana. Dzięki temu liturgia wraca do swoich źródeł, do interakcji; leitos ergon oznacza „dzieło wspólne". Dwudziestowieczna (bo przecież rozpoczęta jeszcze przed Soborem Watykańskim II) reforma liturgii wzięła się w dużej mierze ze świadomości historycznej. Ludzie zaczęli badać źródła. Porównywać to, co było, z tym, co jest, i pytać, skąd wzięły się pewne gesty znaki. Odkryto, że wiele z nich, choć uświęconych jakąś wielką tradycją pojawiło się zupełnie przypadkowo i pierwotnie miało zupełnie inne znaczenie niż teraz. Postanowiono odsłonić istotę liturgii, sprowadzić ją do spraw esencjonalnych.

 

Problem w tym, że w krajach, w których radykalnie okrojono liturgię, np. w Holandii, kościoły szybko opustoszały...

Odchodzenie z Kościoła we Francji, Holandii, Belgii i w Niemczech nie zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. Tam problemy pojawiły się wcześniej. Jedna hipoteza mówi, że zmiany były źródłem wszelkiego zła, a druga, że zmiany przyszły za późno. Co by było, gdybyśmy w XIX w. zreformowali liturgię i nie dopuścili do „zabetonowania" teologii? Co by się stało, gdyby zmiany przyszły sto lat wcześniej? Proszę zwrócić uwagę na to, że ta sama reforma była wprowadzana w Polsce, opóźnionej cywilizacyjnie w wyniku wojen i totalitaryzmów o
kilkadziesiąt lat w stosunku do Zachodu. Czy w polskim Kościele wprowadzenie reformy soborowej doprowadziło do kryzysu?

 

Wydaje się, że wręcz odwrotnie...

No właśnie. Jeżeli dziś, kiedy zmiany cywilizacyjne dotarły i do nas, istnieje jakieś żywe chrześcijaństwo, to właśnie dzięki soborowi. Dzięki niemu mamy więcej narzędzi do pracy, do ewangelizacji, do tego, by opierać się złym tendencjom w kulturze. Wyobraźmy sobie, że nic się nie wydarzyło, że funkcjonujemy obecnie wyłącznie wewnątrz dawnej liturgii i teologii, nie ma ruchów poza Akcją Katolicką i Sodalicją Mariańską... Trzeba jednak dodać, że rewolucja kontrkulturowa pojawiła się, kiedy Sobór rozbudził już pewne nadzieje, ale nie dał jeszcze dokumentów wykonawczych. Wielu duchownych doszło do wniosku, że skoro ludzie uciekają z Kościoła, to nie ma co czekać na dokumenty, trzeba coś zmieniać samemu. Na podstawie tego, co usłyszeli w radiu albo przeczytali w gazetach o Vaticanum II, zaczynali „reformować". A kiedy doszły do tego zmiany w myśleniu wywołane przez rewolucję, w wielu miejscach doszło do prawdziwej katastrofy. Ale czy to była reforma Soboru? Na pewno nie.

 

*      ks. dr Grzegorz Strzelczyk, teolog dogmatyczny, chrystolog, prodziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego.

*     Źródło: Miesięcznik katolicki LIST Kraków grudzień 2011


 

Ingres Arcybiskupa Metropolity katowickiego Wiktora Skworca

Wykorzystajmy nasz śląski etos, dziedzictwo przodków i prace poprzedników dla służby Ewangelii – zachęcał wiernych nowy metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. W homilii wygłoszonej 26 listopada br. podczas swego ingresu do archikatedry Chrystusa Króla powiedział, że siłą napędzającą współczesne ideologie jest antychrześcijaństwo.

W uroczystym ingresie do katedry Chrystusa Króla uczestniczyło kilkudziesięciu biskupów z kraju i zagranicy, przedstawiciele władz parlamentarnych i samorządowych, rektorzy wyższych uczelni, przedstawiciele świata pracy oraz rzesze wiernych.

Uroczystość rozpoczęła się od wyjścia procesji z budynku kurii do kościoła archikatedralnego. Arcybiskup-nominat przekraczając po raz pierwszy drzwi katedry, został powitany przez proboszcza parafii archikatedralnej, ks. prałata Stanisława Puchałę. Na progu świątyni arcybiskup ucałował krucyfiks a następnie udał się na modlitwę do kaplicy Najświętszego Sakramentu.


W uroczystości uczestniczyli m.in. nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, prymas Polski abp Józef Kowalczyk, kardynałowie: Kazimierz Nycz, Józef Glemp, Stanisław Nagy. Obecni są także

Na ingres przybył też z Rzymu abp Szczepan Wesoły, długoletni Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji. Wśród innych gości z zagranicy obecny był m.in. arcybiskup Paderborn – Hans-Josef Becker, z Ukrainy - biskup charkowsko-zaporowski Marian Buczek, zaś Białorusi - biskup witebski Władysław Blin.

W homilii wśród priorytetów swojej posługi na Śląsku nowy metropolita wymienił troskę o rodziny cierpiące duchową i materialną biedę, o zagubioną młodzież i przeżywających dotkliwą samotność emigrantów oraz ich bliskich.

 

Abp Skworc zwrócił też uwagę na niebezpieczeństwa duchowe, jakie zagrażają współczesnemu człowiekowi. Zaznaczył, że bestie opisane w Księdze Daniela przyjmują dziś różne postaci i szermują różnymi użytecznymi ideologiami. „Niekiedy można odnieść wrażenie, że napędzającą je siłą jest antychrześcijaństwo” – dodał.


„Niektórzy wołają, iż u bram Kościoła, a właściwie tysiącletniej chrześcijańskiej cywilizacji w Polsce, stają oto neobarbarzyńcy; podobni owym, opisanym przez Zbigniewa Herberta, krzykliwym siewcom nicości, od których wieje złowrogim chłodem” – powiedział nowy metropolita katowicki.


Abp Skworc podkreślił jednocześnie, że obowiązkiem chrześcijanina jest odnoszenie się do wszystkich z miłością. „Do ludzi dobrej woli i do wszystkich mamy wychodzić z prawdą Chrystusowej Ewangelii i świadectwem chrześcijańskiego życia” – zachęcił hierarcha.


Metropolita katowicki zaznaczył, że jednym ze znaków czasu jest potrzeba nowej ewangelizacji. „Pamiętajmy jednakże, żeby program nowej ewangelizacji rozpoczynać zawsze od siebie, bo tylko człowiek przemieniony przez Chrystusa może skutecznie przemieniać bliźnich” – tłumaczył.

 

Abp Skworc zwrócił uwagę, że teren jego nowej diecezji, bywał wielokrotnie dziejowo doświadczany, czego symbolem są m.in. krzyże koło kopalni Wujek.


„Śląsk, choć był różnie rozgrywany i rozrywany, pozostał zawsze wierny sobie – mówił nowy metropolita katowicki. – Nie szczędził dla polskiej macierzy nie tylko swego czarnego złota, ale też i swojej krwi. Nie skąpił potu i ofiarnej pracy, a nawet istnień ludzkich, okaleczanych i zwęglanych na kopalnianych ołtarzach aż dziś”.


Abp Skworc zwrócił się do diecezjan: „proszę Was: wykorzystajmy nasz śląski etos, dziedzictwo przodków i pracę poprzedników dla służby Ewangelii z nadzieją, że Pan – czyniąc nas swoim narzędziem, sam da wzrost naszemu zasiewowi przez orędownictwo świętych i błogosławionych Kościoła Bożego: św. Jadwigi i św. Stanisława, św. Barbary i bł. Karoliny, a zwłaszcza Najświętszej Maryi Panny – piekarskiej i tarnowskiej”.

Prze końcowym błogosławieństwem głos zabrał m. in. Prymas Polski. Głoś Ludowi Bożemu tego Kościoła prawdę ewangeliczną, że Kościół to nie partia polityczna, ale wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa – zachęcał abp Józef Kowalczyk nowego metropolitę katowickiego abp. Wiktora Skworca. Życzył arcybiskupowi, by odważnie prowadził powierzonych sobie wiernych drogami trzeciego tysiąclecia.

Prymas Polski przypomniał, że nowy metropolita katowicki jest on synem tej ziemi – tu bowiem urodził się, wykształcił a w 1973 r. przyjął święcenia kapłańskie i pełnił posługę kapłańską aż do chwili nominacji na biskupa tarnowskiego w grudniu 1997 roku.

„Głoś Ludowi Bożemu tego kościoła, bardziej przykładem niż słowem, prawdę ewangeliczną, że człowiek, jako zwieńczenie dzieła stworzenia, jest drogą kościoła, że kościół to wspólnota ludzi wierzących zespolonych miłością Boga i bliźniego, że kościół to nie partia polityczna, ale wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa, który niczego człowiekowi nie zabiera, ale wszystko daje, a posługa kapłańska w kościele ma wspomagać człowieka w zbliżaniu się do człowieka i do Boga a nie do konfliktowania” – mówił Prymas Polski.

Abp Józef Kowalczyk podziękował też dotychczasowemu metropolicie arcybiskupowi Damianowi Zimoniowi. „Twoje pasterskie posługiwanie przypadło na czas trudnych wielorakich przemian, jakie zachodziły w Polsce i poza jej granicami, i wydały wiele dojrzałych owoców” – zaznaczył metropolita gnieźnieński.

Składając życzenia owocnej posługi nowemu metropolicie Prymas zacytował fragment homilii wygłoszonej przed tygodniem w Beninie przez papieża Benedykta XVI. „Dziś wciąż tak jak dwa tysiące lat temu, przyzwyczajeni do postrzegania oznak królewskich w sukcesie, potędze, pieniądzach i władzy, z trudem akceptujemy takiego króla, który staje się sługą najmniejszych, najbiedniejszych, króla, którego tronem jest krzyż. Dla niego panowanie to służenie. Prosi nas właśnie o to, by podążać za nim na tej drodze, by służyć, być gotowym na krzyk biednego, słabego, zepchniętego na margines” – cytował Prymas Polski słowa papieża.


Abp Kowalczyk życzył nowemu metropolicie katowickiemu by papieskie słowa były dla niego programem w posłudze słowa i sakramentu.

tk /KAI

 


Chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną świata

dzisiaj, 10:01RC KAI
Fot. AFP/Janek Skarżyński
Fot. AFP/Janek Skarżyński

Chrześcijanie stanowią ciągle najbardziej prześladowaną grupę religijną na świecie – wynika z najnowszych raportów opublikowanych przez ewangelicką agencję informacyjną Idea oraz Dzieło Pomocy Prześladowanym Chrześcijanom "Open Doors". Ocenia się, że z powodu wiary w Chrystusa cierpi na całym świecie ok. 100 mln ludzi.

Czy świat arabski będzie wolny od chrześcijan? Dyskryminacja, będąca dziełem radykalnych muzułmanów, sprawia, że coraz więcej członków mniejszości chrześcijańskich opuszcza Bliski i Środkowy Wschód – stwierdza najnowszy raport nt. prześladowań chrześcijan "Męczennicy 2011". Publikacja, wydawana przez ewangelicką agencję informacyjną Idea, ukazuje się już od 11 lat.

"Prześladowania i ucieczka chrześcijan ze świata arabskiego są obecnie najpoważniejszym jakościowo pogwałceniem wolności religijnej na świecie, które w ostatnich latach osiągnęły dramatyczny punkt szczytowy" – napisał we wstępie do raportu rzecznik praw człowieka Światowego Aliansu Ewangelicznego prof. Thomas Schirrmacher (Bonn).

 

Podczas gdy w większości krajów arabskich nie ma już Żydów, podobna sytuacja powoli zaczyna dotyczyć chrześcijan. Zmiana władz w Egipcie pokazuje, że skala ataków na świątynie chrześcijańskie nie tylko nie zmniejszyła się w porównaniu z rządami Hosniego Mubaraka, ale wręcz przeciwnie - dzisiaj w Egipcie płonie więcej Kościołów, ginie więcej chrześcijan a coraz więcej dziewcząt z chrześcijańskich rodzin pada ofiarami porwań i jest zmuszanych do zamążpójścia za muzułmanów, z czym wiąże się przymusowe przejście na islam.

Czy uważasz, że chrześcijanie w Polsce są prześladowani?
 

Błędne jest przekonanie wielu krajów arabskich, że zbyt duża wolność religijna wywołuje niepokoje i przemoc. Przymuszanie do wyznawania jednej religii prowadzi nie do pokoju, lecz do stałych napięć etnicznych, społecznych i religijnych między większością społeczeństwa i mniejszościami - głosi raport.

Zdaniem przewodniczącego frakcji CDU/CSU w niemieckim Bundestagu Volkera Kaudera swobodne wyznawanie religii oznacza także wolność jej dalszego przekazywania. Napisał on we wstępie do rocznika, że w sprawę wolności religijnej bardziej zaangażować się musi polityka zagraniczna krajów Zachodu. Musi być również uznane prawo do zmiany wyznania. Polityk oczekuje od muzułmanów zamieszkujących Niemcy, że będą promować wolność religijną w krajach swojego pochodzenia.

Na ogłoszonym przez Open Doors spisie krajów, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani, w pierwszej dziesiątce jest osiem państw arabskich. Pierwsze miejsce od 10 lat zajmuje komunistyczna Korea Północna. Po niej kolejno znajdują się: Iran, Afganistan, Arabia Saudyjska, Somalia, Malediwy, Jemen, Irak, Uzbekistan i Laos.

W Korei Północnej chrześcijanie zbierają się w podziemiu, gdyż za publiczne wyznawanie wiary grozi więzienie, obóz pracy albo kara śmierci. Szacuje się, że obecnie w północnokoreańskich obozach pracy przebywa ok. 70 tys. wyznawców Chrystusa.

Dziesiąte miejsce na tym wykazie zajmuje położony w południowej Azji Laos. Chrześcijanie są tam traktowani jako agenci USA, dążący do demokratyzacji kraju. Wielu więzionych chrześcijan zmuszanych jest do wyrzeczenie się wiary. W latach 2010-11 życie straciło tam co najmniej 25 chrześcijan.

Dla porównania w raporcie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (z siedzibą w Königstein w Niemczech) nt. represjach wobec chrześcijan w latach 2009-10 mówi się o 200 mln osób brutalnie prześladowanych z powodu wiary i 170 tys. zamordowanych. Dokument pt. "Prześladowani i zapomniani" informuje, że do dyskryminacji chrześcijan ze względu na wyznawaną wiarę dochodzi w ponad 70 krajach świata. Oprócz wielkiego ryzyka utraty życia i zdrowia dodatkowo chrześcijanie narażeni są jeszcze na codzienne szykany, dyskryminację, utratę prywatnego mienia. Raport przytacza 40 krajów, w których życie wyznawców Chrystusa jest najbardziej zagrożone. Opisuje ich ciężki los m.in. w Afganistanie, Chinach, Korei Płn., Myanmarze, Iraku, Pakistanie, Nigerii, Sudanie, Wietnamie i Zimbabwe.

Wśród głównych źródeł prześladowań raport wymienia radykalny islam, hinduizm i buddyzm oraz komunistyczne reżimy totalitarne i autorytarne.

Na koniec trzeba też wspomnieć o prześladowaniach wewnątrzchrześcijańskich Istnieją bowiem, i to dość liczne, przypadki ograniczania praw i swobód członków Kościołów i wyznań mniejszościowych w krajach, w których przeważają wyznawcy prawosławia. Nie są to na ogół prześladowania, porównywalne z tym, co się dzieje w krajach islamskich, komunistycznych czy (od kilku lat) w Indiach, gdzie przeważają wyznawcy hinduizmu. Można jednak mówić o traktowaniu np. katolików, protestantów, zwłaszcza baptystów, a także i przede wszystkim świadków Jehowy jako obywateli drugiej kategorii, w Rosji, Gruzji, Grecji, częściowo też w Bułgarii.

Różnego rodzaju przejawy dyskryminacji przejawiają się tam np. w odmowie lub trudnościach w uzyskaniu zgody na budowę nowych świątyń, w odzyskiwaniu dawnych obiektów, zabranych niegdyś przez komunistów, a przekazanych później prawosławnym lub w ogóle niezwróconych. Zdarza się, że wydane zezwolenie bywa pod jakimś pretekstem cofnięte. Nieprawosławni chrześcijanie napotykają również na trudności w zdobyciu wykształcenia lub pracy, w awansowaniu na lepsze stanowisko itp.


Bp Wiktor Skworc mianowany metropolitą Katowickim


MBł IAR / KAI
bp Wiktor Skworc, fot. Waldemar Kompała / AG
bp Wiktor Skworc, fot. Waldemar Kompała / AG

Biskup tarnowski, Wiktor Skworc, zastąpi abpa Damiana Zimonia na stanowisku metropolity katowickiego. Rezygnacja abpa Zimonia została przyjęta przez papieża Benedykta XVI - poinformowała Nuncjatura Apostolska w Warszawie.

Papież przyjął rezygnację arcybiskupa Damiana Zimonia z pełnienia obowiązków metropolity katowickiego, złożoną ze względu na jego wiek. Dotychczasowy metropolita katowicki z dniem dzisiejszym przechodzi na emeryturę. Cztery dni temu arcybiskup Zimoń skończył 77 lat.

Arcybiskup Damian Zimoń był ordynariuszem katowickim od 1985 roku. Mottem swojej biskupiej posługi uczynił słowa "Praedicamus Christum Crucifixum" ("Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego"). Konsekracja biskupa odbyła się 29 czerwca 1985 roku w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach. W roku 1992 został arcybiskupem metropolitą. Arcybiskup Zimoń położył duży nacisk na działalność dobroczynną Kościoła. Wielką wagę przykładał do pielgrzymek stanowych - kobiet i mężczyzn - do Piekar Śląskich. W 2007 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach za "wkład w kulturę Śląska i propagowanie godności ludzi pracy".

 

W Konferencji Episkopatu arcybiskup Damian Zimoń pełnił funkcję członka Komisji Duchowieństwa i Rady ds. Ekumenizmu oraz opiekuna Duszpasterstwa Głuchych w Polsce. Wcześniej był m.in. członkiem Rady Stałej Episkopatu, przewodniczącym Komisji Duszpasterstwa Ogólnego Episkopatu Polski (1989-2006) oraz członkiem Komisji ds. kontaktów z Episkopatem Niemiec. Brał udział w pracach Komisji Głównej II Synodu Plenarnego, a także Narodowego Komitetu Obchodów Wielkiego Jubileuszu 2000. Jest członkiem Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie.

Nowy arcybiskup katowicki Wiktor Skworc wywodzi się ze Śląska. Urodził się 19 maja 1948 roku w Rudzie Śląskiej. Ukończył Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne, które miało wówczas siedzibę w Krakowie. W trakcie studiów seminaryjnych pracował przez rok w kopalni węgla kamiennego (obowiązek praktyk kleryckich wprowadził biskup katowicki Herbert Bednorz). Przez szereg lat pełnił funkcję kanclerza kurii katowickiej, a od 1992 roku do chwili nominacji biskupiej był wikariuszem generalnym archidiecezji. 13 grudnia 1997 roku Jan Paweł II mianował go biskupem tarnowskim.

Biskup Skworc podjął szereg inicjatyw w diecezji tarnowskiej. Z myślą o młodych utworzył Katolickie Centra Edukacji Młodzieży "Kana" - najpierw w Tarnowie, a później w trzech innych miastach. To z jego inicjatywy w Starym Sączu, gdzie w 1997 roku Jan Paweł II kanonizował błogosławioną Kingę, powstało Diecezjalne Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II. Dla katolików świeckich zaangażowanych w ruchach i stowarzyszeniach organizował cyklicznie Diecezjalne Forum. Samorządowców biskup tarnowski zapraszał na dni skupienia, na których uwrażliwiał ich na katolicką naukę społeczną. Diecezja tarnowska, którą kierował, jest znana z dużej liczby powołań i zaangażowania misyjnego. Biskup Skworc skierował do pracy w krajach misyjnych, jak również na Wschód i do krajów Europy Zachodniej około 150 księży.

Biskup Wiktor Skworc wraca na Śląsk po trzynastu latach posługi pasterskiej w Tarnowie.

W Konferencji Episkopatu Polski bp Skworc jest przewodniczącym Komisji Rewizyjnej oraz Zespołu do spraw Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec. Niedawno zakończył 10-letnią pracę jako przewodniczący Komisji do spraw Misji. Przewodniczy też Zespołowi do spraw Finansów Kościelnej Komisji Konkordatowej.
 

Autor: MBłŹródła: IAR / KAI



Kongres Katolickich Ruchów, Stowarzyszeń oraz Wspólnot Archidiecezji Katowickiej

6 września 2011

W dniach 1-2 października na Wydziale Teologicznym w Katowicach odbędzie się Kongres Katolickich Ruchów, Stowarzyszeń oraz Wspólnot modlitewnych Archidiecezji Katowickiej pod hasłem “Kościół domem i szkołą Komunii”. Kongres organizowany jest przez Radę Ruchów Archidiecezji Katowickiej, pod patronatem ks. biskupa Józefa Kupnego.
W Kongresie weźmie udział ponad 30 różnych ruchów i stowarzyszeń działających na terenie naszej archidiecezji.


Program Kongresu
Sobota, 1 października 2011 r.
8.30-10.30     Rejestracja w hallu Wydziału Teologicznego. Uczestnicy otrzymują materiały kongresowe i identyfikatory
9.00-10.00     Msza św. w krypcie katedry na rozpoczęcie Kongresu
10.30-10.55     Rozpoczęcie, przywitanie gości, okolicznościowe wystąpienia
Część A: Komunia z Bogiem
11.00-11.30     Wykład: ks. dr Marek Spyra
11.45-12.30     Dyskusje panelowe w pięciu grupach
Wychowanie do modlitwy     Nasz obraz Boga     Życie Słowem Bożym     Uporządkowanie emocji drogą do komunii z Bogiem     Głos Boga w nas – posłuszeństwo sumieniu
12.30-13.00     Przerwa na kawę
Część B: Komunia z Kościołem
13.00-13.30     Wykład: ks. dr Roberto Saltini
13.45-14.30     Dyskusje panelowe w pięciu grupach
Liturgia i sakramenty w centrum budowania wspólnoty     Miejsce Ruchów w Kościele i jedność z biskupem     Na czym polega nasza wierność charyzmatowi     Trudności w działalności Ruchów i ich przezwyciężanie     Współpraca między Ruchami
14.30-16.00     Przerwa na posiłek
Część C: Komunia ze światem
16.00-16.30     Wykład: dr Aleksander Bańka
16.45-17.30     Dyskusje panelowe w pięciu grupach
Nasza obecność wśród niewierzących     Nasza obecność w mediach (Radio, Telewizja, Internet)     Nasza obecność w polityce (samorządy)     Nasza obecność w szkole i pracy     Nasza obecność wśród różnych tradycji religijnych
17.45-18.00     Zakończenie obrad, modlitwa
18.00     Spotkanie moderatorów i sekretarzy paneli
18.30-21.00     Ogólnodostępne spotkania z kulturą w wybranych parafiach: film, koncerty muzyczne, koncert chóru, spektakl, wieczór poezji, przezrocza z pielgrzymek

Niedziela, 2 października 2011 r.
10.00-11.00     Podsumowanie Kongresu. Wydział Teologiczny Uniwersytetu Śląskiego
12.00-13.00     Msza św. w katedrze Chrystusa Króla
13.30-15.30     Ogólnodostępne spotkanie w ogrodach Kurii Archidiecezjalnej
Po południu i wieczorem ogólnodostępne spotkania z kulturą w wybranych parafiach: film, koncert organowy, koncerty muzyczne, spektakl, wieczór poezji



 


 
Strona główna|Galeria obrazów|Oremus|Dzieła wspólnoty|Księga gości|Księga intencji|Forum|Kontakt|Wiadomości